Duży kontra mały….

kodeks_samuraja_0_0_0.jpegStoimy na drodze wielkich! Stoimy na drodze Gwardii!

Od dwóch lat budujemy klub UKS Czerwone Smoki Nadarzyn niemałym nakładem sił
i środków. Zajęcia prowadzimy w Nadarzynie, Otrębusach i Brwinowie. Jesteśmy członkiem WMZJ i uczestniczymy – w miarę możliwości – w zawodach organizowanych przez WMZJ. Od tego roku jesteśmy członkiem Polskiego Związku Judo i zamierzamy w najbliższych latach uczestniczyć w rywalizacji organizowanej przez PZJ.

Tworzenie nowego klubu w oczywisty sposób wiążę się z pokonywaniem szeregu trudności i przeciwieństw. Do tej pory były to trudności nie mające nic wspólnego z szeroko rozumianym środowiskiem judo. Ale właśnie stanęliśmy wobec nowego dla nas zjawiska: oto p. Mirosław Błachnio, znany i ceniony trener Gwardii Warszawa – dużego i zasłużonego dla polskiego judo klubu, postanawia wprowadzić swoją sekcję do szkoły w Otrębusach zupełnie nie przejmując się faktem, że my tam jesteśmy. Między wierszami – prawdopodobnie właśnie dlatego, że my tam jesteśmy. Z naszego punktu widzenia to działanie może i nie narusza prawa, ale ma zupełnie skandaliczne podteksty. Na przykład takie – my wielcy możemy z wami małymi zrobić wszystko, lub prawie wszystko…. my wielcy będziemy wam nadawali certyfikat jakości i sensowności… jak go nie zdobędziecie , lub wejdziecie nam w drogę, to przyjdziemy i was wysadzimy z siodła… bo to my robimy prawdziwy sport, a wy uprawiacie „działalność gospodarczą” ( tę działalność zasugerowano mi w rozmowie telefonicznej…).

Chciałbym zwrócić w tym miejscu uwagę na kilka istotnych okoliczności:

  • W Nadarzynie istnieją dwie szkoły i jedno przedszkole publiczne, w których nie ma w tej chwili sekcji judo… W jednej ze szkół i przedszkolu p. Mirosław Błachnio przez pewien okres prowadził sekcję judo.
  • W Brwinowie jest jedna szkoła i minimum jedno przedszkole publiczne, w których równieżnie ma sekcji judo.
  • Między Otrębusami i Brwinowem z jednej strony , a Jagiellońską 61 w Warszawie istnieje przynajmniej kilka szkół podstawowych i kilka przedszkoli, w których nie ma sekcji judo.
    Jako środowisko zmagamy się z potężną konkurencją w postaci klubów karate, klubów propagujących grappling, BJJ, MMA i wiele innych sportów walki,

Jako środowisko zmagamy się z następstwami potęgi piłki nożnej, jej wszechobecnej promocji i nieustającego trendu mnożenia Lewandowskich w każdej gminie, o każdej porze dnia i nocy.

W nawiązaniu do „działalności gospodarczej – ja nie muszę prowadzić klubu sportowego. To nie jest źródło mojego utrzymania. Moi koledzy trenerzy i instruktorzy –podobnie jak instruktorzy i trenerzy wielu innych klubów judo – też nie utrzymują się z tego. My chcemy to robić. Chcemy się dzielić wiedzą i chcemy szczepić dzieci pasją do judo.

Firma, której jestem współwłaścicielem wielokrotnie sponsorowała naszym zawodnikom wyjazdy na zawody, dofinansowywała obozy sportowe, zakupy sprzętu. W tym kontekście zarzut prowadzenia działalności gospodarczej jest wyjątkowo nie na miejscu.
Mając w pamięci okoliczności jak wyżej, wyniki olimpiady, oraz zagrożenia płynące dla PZJUDO z nowych koncepcji tzw „sportów wiodących” Ministerstwa Sportu i Turystyki – myślę, że dla środowiska polskiego judo traktowanie w ten sposób małych klubów nie jest konstruktywne.

Najlepszą formą obrony jest atak. Zatem odpowiedzią na atak będzie atak z mojej strony. Już moje plakaty pojawiły się w jednej ze szkół, gdzie p. Błachnio prowadzi zajęcia.

Myślę jednak, że to w kontekście okoliczności wskazanych powyżej – droga donikąd.
(treść mojego listu do PZJ i WMZJ )
Andrzej Pilipczuk

Post scriptum

kodeks_samuraja_0_0.jpegKiedy ponad 40 lat temu po raz pierwszy stawałem na tatami to było coś… nie tylko na samym tatami, ale jak się wielokrotnie w życiu przekonałem – także poza nim. To nie były tylko przewracanki w białych strojach. A z pewnością nie była to wolna amerykanka. W tej chwili – będąc na świeżo po rozmowie z prezesem WMZJ, który „oczywiście nic nie może” – zbliżam się do konstatacji, że to chyba jednak jest wolna amerykanka. Lub może raczej – coś w rodzaju mma – kopać leżącego – tak, bić słabszego – czemu nie. I z pełnym spokojem – „ fajnie, że przygotowałeś mi grunt, teraz już możesz spadać! – Tak w krótkich żołnierskich słowach można podsumować sytuację.
Dla mnie to szczególnie przykre, ponieważ znam wielu gwardzistów i bardzo ich cenię. Ale teraz nawet nie wypada im zawracać głowę……bo niby co mają zrobić?!

To przykre w jeszcze jednym aspekcie – nie tak dawno Gwardia apelowała o pomoc i wsparcie, bo po konieczności opuszczenia siedziby na AL. Racławickiej była w strasznym położeniu. Otrzymała je od dziesiątków osób i klubów z całej Polski. Od nas też. Wtedy nie przypuszczałem, że „przyjdą po mnie”
Patrzę na reklamę świetnego filmu z Tomem Cruz’em. I szczypię się w pośladek……

Posted Under
Bez kategorii