Krzysztof Wiłkomirski: „Polskie judo zabrnęło w ślepy zaułek”

Poniżej przedrukowuję w całości (za zgodą) wywiad Krzysztofa Wiłkomirskiego, którego udzielił portalowi Grapplerinfo.pl.
Pełna treść dostępna również pod linkiem http://www.grapplerinfo.pl/krzysztof-wilkomirski-polskie-judo-zabrnelo-w-slepy-zaulek/

Zapraszam do czytania.

Środowisko judo w Polsce nie może się doczekać wyborów w związku. Czy wiadomo już kiedy one mają się odbyć?

Dobre pytanie, ale zdecydowanie powinno być skierowane do zarządu PZJudo. Wszyscy czekamy na ustalenie terminu walnego zgromadzenia. Czas ucieka, a dużo się dzieje. Polskie judo zabrnęło w ślepy zaułek, czego kwintesencją wydają się być wyniki na igrzyskach w Rio de Janeiro. W sportach olimpijskich właśnie medale igrzysk są wymiernikiem i podsumowaniem okresu przygotowań, pracy… a te wypadły słabo, a wręcz fatalnie. Cisną się więc pytania i żądania konkretnych odpowiedzi. Sport to jeden z aspektów działań związku i nim właśnie związek powinien się bronić. Podstawą działania związku jest statut i przestrzeganie go. Odwlekanie terminu wyborów w jawny sposób łamie związkowe prawo – moim zdaniem. Inną sprawą jest fakt, że statut PZJudo powinien zostać tak doprecyzowany – stworzony, by jasno określał reguły i pozostawiał jak najmniej dwuznaczności, które dają furtkę do manipulacji. Gdyby to ode mnie zależało, wybory odbyłyby się najpóźniej w październiku. Przyszły rok będzie od samego początku bardzo trudny. Pomijając sprawę szkolenia, które musi przejść gruntowne zmiany, to w 3,5 miesiąca związek musi zorganizować dwie wielkie imprezy – puchar świata i mistrzostwa Europy.

Czy tylko Pan widzi potrzebę zmian, czy to przekonanie powszechne?

Nie wiem czy środowisko chce naprawdę zmiany, czy tylko tak głośno mówi. Takie głosy jednak słychać. Nie brakuje tu jednak pewnej obłudy. Z jednej strony oczekiwanie zmiany, a później głosowanie zgodnie z polityką i prywatnymi korzyściami. Jak to jest, że ludzie, którzy jeszcze niedawno się wzajemnie opluwali i oczerniali, teraz idą po władzę ze sobą pod rękę. Dla mnie to jest żałosne i oznacza, że takie osoby nie mają honoru ani zasad. Nie godzę się na kolesiostwo, kupczenie stołkami i układami, które rzucają cień na nasz piękny sport. Zmiany są konieczne, ale czy na pewno wszyscy chcą rezygnować z partykularnych interesów w zamian za głosy? To się wkrótce okaże.

Handel mandatami wyborczymi?

Ten proceder trwa od lat. Normą jest fakt, że fikcyjne kluby, czasem działające jedynie kilka tygodni, pojawiają się jedynie na kongresie. Dlaczego fikcyjne? Na co dzień nie odbierają telefonów, listy polecone wracają bez odbioru, nie mają własnej maty czy strony internetowej. Znam przykłady, że większe kluby delegują głosy – chodzi o przekazywanie mandatów wyborczych, czy nawet opłacanie licencji klubowych w Związku przez inne kluby! I takie kluby wpływają na rzeczywistość polskiego judo. Z całym szacunkiem, lecz uważam, że nowopowstałe kluby powinny mieć zdefiniowany okres karencji w prawie wyborczym. Przykładowo, dopiero po trzech latach, mając odpowiednią liczbę licencjonowanych zawodników, nabierają realnych praw wyborczych. Nie chcę odbierać małym klubom prawa głosu, ale chcę wprowadzić system eliminujący możliwość oszustwa. Trzeba rozmawiać i znaleźć odpowiednie, uczciwe dla środowiska rozwiązanie. Marzę o sytuacji, w której każdy z delegatów myśli i podejmuje decyzje indywidualnie, kierując się tym, co jest dobre dla naszego judo, a nie oddaje swój mandat komuś innemu. Marzy mi się współpraca z ludźmi, którym na sercu leży dobro polskiego judo, po prostu im zależy.
W przyszłości musimy pomyśleć nad tym, aby kluby-widmo, bez sali, biura, trenera i szkolenia, z którymi nie można się w żaden sposób skontaktować, nagle ożywające na czas wyborów, po prostu blokować. Jeśli tworzony jest fikcyjny klub tylko na potrzeby głosowania, to coś tutaj nie gra. To prowadzi do patologii i trzeba to bezwzględnie zmienić.

Ilu jest kandydatów na stanowisko prezesa PZJudo?

Jeden na pewno – ja. Czy ktoś jeszcze? Oficjalnie tego nie wiem. Zastanawiające, że jak dotąd nikt nie miał odwagi ogłosić oficjalnie, że będzie kandydował, a tymczasem jeździ po Polsce i politykuje. Notabene przyjeżdża na mistrzostwa Polski, ale po zawodach, bo co go interesują walki. Przecież to oczywiste, że przyjeżdża tylko się poukładać, naobiecywać. To paradoks, śmieszność sama w sobie. Oczywiście zawczasu rozdają nie swoje, a związkowe na poczet ewentualnego zwycięstwa. „Dać” to jedno, a spełnić obietnicę to drugie, choć w przyszłości zawsze mogą powiedzieć, że oni chcieli, ale np. zarząd ich zablokował. Obiecywane są konkretne stanowiska przed wyborami, a potem okazuje się że kilka osób miało obiecanych to samo stanowisko. Dlaczego ludzie nabierają się na to samo przed każdymi wyborami? To się powtarza cyklicznie, przed każdymi wyborami! W ostatnich latach to był chyba klucz do wygranej, ale czy to jest na pewno dla naszej dyscypliny najlepsze?

Jaki jest pański program wyborczy?

Jest bardzo dużo do zrobienia. Będę gotowy by mój program naprawy, czy też plan działania przedstawić na kongresie. Szukamy rozwiązań. Często rozmawiam z Robertem Krawczykiem, o szkoleniu, strukturze związku… Aby myśleć o sukcesach w przyszłości, będzie potrzebne zaangażowania całego środowiska. Niektóre rozwiązania mam gotowe do zaprezentowania, inne tylko naznaczę. Wszystko mam już dawno spisane, ale większość delegatów usłyszy wszystko dopiero na kongresie. Dlaczego? Bo staram się w życiu uczyć i wyciągać wnioski, w tym wypadku z przeszłości naszego środowiska i innych kandydatów. Nawet najlepszy plan zawsze jest opluwany i oczerniany dla zasady, najczęściej aby zdyskredytować „nieswojego” kandydata.
Jak już mówiłem, nie wiem czy nasze środowisko rzeczywiście chce zmiany i czy do niej dorosło. Oczywiście każdy ma prawo do własnej decyzji. Lecz jeśli głosuje nie w zgodzie z własnym sumieniem, tylko „po układzie”, na coś co już było, niech w najbliższych latach nie ma do wszystkich dookoła pretensji. Takie sytuacje kojarzą mi się z teorią prawa obłędu, czyli robić wciąż i wciąż te same rzeczy, ale oczekiwać innych rezultatów. Potrzebujemy profesjonalistów i profesjonalnego podejścia. Zmiany w PZJudo to długi proces, ale kiedyś w końcu musi się zacząć. Nie można zwlekać. To jest ten moment!

Co jest do zmiany?

Nie chcę wkładać kija w mrowisko, ale też nie chcę za cztery czy osiem lat zastanawiać się czemu znowu nie mamy wyników i nikt w ministerstwie nie traktuje nas, ani naszej dyscypliny, poważnie. Nie wszystko z założenia jest złe. Ja mówię o ewolucji, a nie rewolucji. Szukamy elementów, które można poprawić. Chcę usprawnić system, uprośćmy procedury. Jeśli chcemy dalej być finansowani przez ministerstwo to pokażmy, że na to zasługujemy i postarajmy się powoli ocieplać nasz wizerunek. Nie ma lepszej propagandy sukcesu niż medal olimpijski. W naszym sporcie ma on największa wartość. Medal na igrzyskach wizerunkowo i finansowo pociągnie całe nasze judo do góry i to będzie moim celem. To właśnie medal olimpijski zagwarantuje, że do każdego klubu w Polsce, bez specjalnej reklamy, zapisze się więcej dzieci i wszystko zacznie się rozwijać. Potrzebujemy wyniku, ale do tego potrzeba ciężkiej wspólnej pracy całego środowiska, a nie ciągłych wojen, intryg, rozgrywek i prywaty. Chciałbym się wreszcie odciąć od obecnych standardów, którymi nasze judo się kieruje od wielu, wielu lat. Chciałbym postawić na młodych, którzy nie są jeszcze wypaleni, zdominowani przez rutynę, pełni entuzjazmu, a swoim działaniem już pokazali, że zależy im na rozwoju polskiego judo. Jednocześnie będę korzystał z doświadczenia ludzi znających judo od podszewki. Znajdę czas i miejsce na dialog z każdym. Zaznaczam, że bez względu na sytuację, nie zamierzam rezygnować z kandydowania, a jeśli dojdzie do drugiej tury, a ja się w niej nie znajdę, moi wyborcy będą mieli wolną rękę na kogo zagłosują. Nie zamierzam namawia
swoich wyborców do głosów na innych kandydatów. Ja swoim nazwiskiem mogę ręczyć za swoje działania, ale nie zamierzam się podpisywać pod niczyim działaniem, bo to w przyszłości będzie rzutować na moje imię. Chciałbym zaznaczyć, że stanowisko prezesa powinno być etatowe. Inaczej trudno o pełne zaangażowanie. Jeśli prezes będzie opłacany, będzie go też można rozliczać z wyników. Nie wierzę w uczciwą „charytatywną” pracę. Nie chce tu nikogo obrazić i oceniać, ale to niemożliwe.

Medal w Tokio jest możliwy?

Jeśli realnie myślimy o wyniku w Tokio 2020, czasu jest niewiele, bo już niecałe cztery lata. Czas bardzo szybko ucieka, a chyba wszyscy się zgadzamy, że pracy do wykonania jest bardzo, bardzo dużo. Praca nad Tokio 2020 to jedno, ale my już teraz powinniśmy pracować nad systemem szkolenia, którego plony powinniśmy móc zebrać w roku olimpijskim, by medal olimpijski nie wynikał z przypadku, tylko był jak najbardziej zaplanowany i wypracowany.

Dziękujemy za rozmowę!

Dziękuję, pozdrawiam czytelników i sympatyków judo w całej Polsce!

Posted Under
Bez kategorii