Zaproście Artura do siebie czyli wywiad z autorem książki w Judodze na rowerze

K.Głaz: Zacząłem czytać książkę od końca, ankiet i tego dotyczy pierwsze pytanie. Co skłoniło Ciebie do takiego zakończenia książki i skąd wziął się taki dobór pytań.

Artur Gorzelak: Ha! to częsta odpowiedź, którą słyszę od trenerów! To był trochę chytry plan, żeby zachęcić judoków do przeczytania głównej części książki. Nieskromnie powiem, że chyba mi się udało! Co więcej wydawało mi się, że to będzie ciekawa koncepcja dla judoki czy sportowca. Chodzi o porównanie podejeścia do judo przez Japończyków, Koreańczyków i Polaków. Chciałem też umiejętnie wpleść takie „sportowe CV” spotkanych przeze mnie judoków, dlatego w tekście książki gdy np: czytasz o moim spotkaniu z trenerem z Sapporo (Toshiaki Sasaya) to znajdziesz przypis, że więcej o tej osobie znajdziesz w sekcji ankiet. W ten sposób uporządkowałem wiedzę na temat spotkanych przeze mnie osób.

KG: Zwróciłem uwagę w ankiecie na liczbę osób trenujących w klubach w Japonii. Z wyjątkiem kilku większych klubów to liczba oscylowała koło 20. Czy w tych miejscowościach za każdym rogiem był klub judo ? Czy to były takie małe miejscowości?

AG: Rzeczywiście klubów judo w Japonii jest mnóstwo. Niestety wyjaśnienie tej kwestii jest inne. Judo przestaje być popularne w Japonii. Dzieci nie chcą trenować judo. Z kilku powodów. Judo poszło za bardzo w stronę profesjonalizmu (z tym się absolutnie zgadzam). Skupia się wyłącznie na wybranych judokach odnoszących sukcesy. Pamiętajmy jednak, że w taki sposób najłatwiej doprowadzić do tego, żeby sport stał się niszowy. Im mniej ludzi ćwiczy daną dyscyplinę, a przepisy stają się coraz bardziej zawiłe tym dyscyplina traci na popularności. Japończycy wolą trenować mniej kontuzyjne sporty i takie, w których można zarobić więcej pieniędzy (np: popularny w Japonii baseball).

KG: Spodobało mi się Twoje podejście do nieustannej jazdy rowerem, napisałeś, że sprzedałeś samochód i wszędzie poruszałeś się tylko rowerem. Nie było to uciążliwe? Trzeba dostać się do i z pracy, na trening zrobić zakupy.

AG: Nie przypominam sobie, żebym miał z tym jakiś problem. Wiele zależy od podejścia. Ja zwyczajnie postanowiłem, że musi to być element moich przygotowań. Chciałem jeździć na rowerze nawet w niesprzyjających warunkach pogodowych, bo to samo czekało mnie na trasie mojej podróży po Japonii i Korei. Człowiek staje się wybredny, gdy zaczyna mieć wybór – ja sobie go celowo nie pozostawiłem.

KG: Ciekawy jestem jak wyglądają w Japonii „dojo”, u nas to często sale szkolne z rozkładaną matą. A jak to jest w ojczyźnie judo?

AG:To oczywiście zależy. Inaczej wyglądają dojo w niewielkich miejscowościach, a inaczej w wielkich metropoliach. Są to jednak zasadniczo sale treningowe wyłącznie przeznaczone do treningu judo. Klika miejsc zrobiło na mnie szczególne wrażenie. To dojo Uniwersytetu Hokkaido – założone w 1908 roku! Na tatami tego dojo czuć było historię! Szczególne zapamiętałem także największe dojo w Jokohamie. Położone było w pięknym obiekcie zbudowanym w japońskim stylu (z ogrodem zen przez wejściem), pięknym wspaniałym spadzistym dachem, korytarze wyłożone były klimatycznym drewnem. Powierzchnia tego dojo dorównywała salom gimnastycznym, na których w Polsce organizujemy turnieje judo.

KG.Jak zachowują się na zajęciach dzieci, nasze są europejskie i szybko się nudzą, często zmienia się ćwiczenia, urozmaica. Powszechna opinia krąży, że w Japonii są w stanie długo wykonywać jedno ćwiczenie, aż zrobią dobrze. Jakie  są Twoje spostrzeżenia?
Zdziwiłem się kiedy opisywałeś jak rodzice „pomagają” swoim dzieciom w czasie treningów.

AG: Trener judo w Japonii określany jest mianem senseja. Sensei to nie wyłącznie osoba, która posiada bogate doświadczenie, pełen wachlarz technik sportowych oraz umiejętność przekazywania wiedzy. Sensei to również mentor, osoba, do której należy się zwracać z szacunkiem i powinno się naśladować jego zachowanie. Byłem też świadkiem sytuacji w których widziałem, że sensei organizował swoim podopiecznym czas wolny np: wspólne prace przy oczyszczaniu kanałów nawadniających pola ryżu czy organizował wspólne wyjazdy turystyczne. Można powiedzieć, że pełnił rolę opiekuna nad grupą trenujących judoków. To wszystko sprawia, że rzeczywiście japońskie dzieci są dużo bardziej posłuszne i wykonują polecenia trenera (czasem) niemalże bez zastanowienia.

KG: Judo 3.0 to z tego co opisujesz dobrze zoorganizowani judocy wspólnie realizujący różne cele: wspólne szkolenia lub przyjęcie Artura  :-)
Opowiedz coś więcej o tej grupie i czy uważasz, że w naszych realiach sprawdziła by się taka grupa ?

AG: Bardzo cieszę się, że mogłem poznać judoków z tej grupy. To pasjonaci. Trenerzy z całej Japonii. Pracują w różnych zawodach, a po godzinach są trenerami judo. Zależy im na przywróceniu świetności judo. Działa niezależenie od Kodokanu czy Japońskiego Związku Judo. Poświęcają mnóstwo czasu na wymyślanie koncepcji, warsztaty, nawiązywanie relacji z judokami z innych krajów. Bardzo mocno im kibicuję. Gołym okiem widać, że ich intencje są szczere.
Ciężko mi powiedzieć czy w Polsce sprawdziłaby się taka grupa. Sądzę, że wszędzie możemy znaleźć pasjonatów. Czasem trzeba tylko odpowiedniego impulsu lub lidera, który skrzyknie grupę i rozpocznie działania.

KG: Opisujesz Japończyków jako przyjaznych, czy to Twoja judoga to sprawiała? Czy po prostu tacy są?

AG: Japończycy generalnie są zamknięci na obcych. Rzeczywiście judoga była kluczem do tego, żeby przyjęli mnie jak swojego. Judoga, ale też wcześniejsze kontakty…W Japonii bardzo istotna jest rekomendacja, polecenie. Ja miałem to szczęście, że przed moją rowerwą podróżą po Japonii i Korei byłem trzykrotnie w Japonii. Poznałem już judoków, którzy mogli poświadczyć, że trenuję judo i mogę trenować judo wspólnie z Japończykami.

KG: Czy ta podróż zmieniła Twój stosunek do Judo? Inaczej patrzysz na nasz sport ?

AG: Chyba nie zmienił się mój stosunek do Judo. Zmienił się mój stosunek do japońskich i koreańskich Judoków! To bardzo sympatyczni ludzie, wyciągający pomocą dłoń ludzie. Spodziewałem się ciepłego przyjęcia, ale stosunek japończyków do przybysza z Polski przerósł moje oczekiwania. Życzę sobie żeby wszyscy judocy na całym świecie się podobnie traktowali.

KG: Na koniec powiedz, gdzie można nabyć Twoją książkę, o Twojej japońsko – koreańskiej podóży na rowerze?

AG: Zapraszam na stronę internetową http://www.wjudodzenarowerze.pl/gdzie-kupic-ksiazke gdzie mozna znaleźć szczegóły dotyczące dystrybucji książki. Zapraszam też trenerów judo, właścicieli klubów judo. Chętnie odwiedzę doja zlokalizowane w całej Polsce ze spotkaniami autorskimi i pokazem slajdów z wyjazdu.