Ministerstwo Sportu i Turystyki jest zadowolone z działania Klubu Polska, który zapewnia finansowanie przygotowań olimpijskich najlepszym sportowcom. Podsekretarz stanu Tomasz Półgrabski zapowiada teraz zmiany zasad przyznawania dotacji związkom.
Opracowany przez MSiT program „Klub Polska” zmienił zasady finansowania przygotowań najlepszych zawodników.
– Kiedyś było tak, że na początku obejmowaliśmy około tysiąc zawodników. Potem zawężaliśmy tę grupę do mniej więcej 200 osób. Teraz od razu wyłoniliśmy elitę i jej zapewniamy najlepsze warunki – tłumaczył Półgrabski.
System ten został sprawdzony przed zimowymi igrzyskami w Vancouver, kiedy według nowego schematu przekazywano środki na przygotowania Justyny Kowalczyk, Adama Małysza i Tomasza Sikory.
Do programu indywidualnego przygotowania do igrzysk Londyn 2012 zostali zakwalifikowani medaliści z Pekinu oraz zawodnicy i zawodniczki, którzy stanęli na podium mistrzostw świata w 2009 i 2010 roku – łącznie 37 sportowców. W tym roku mieli oni do dyspozycji prawie 15 mln złotych. To 10 procent całej kwoty jaką otrzymują związki sportowe.
To nowe podejście do finansowania sportu. Opieranie się na konkretnych projektach pozwala zracjonalizować wydatki.
– Czy jest sens intensywnie wspierać biegi długodystansowe skoro i tak sukcesy w nich odnoszą tylko zawodniczy z Afryki? – pyta retorycznie minister i po chwili dodaje. – Idealna byłaby sytuacja, gdyby przynajmniej połowa środków szła na tych, którzy mają realne szanse na medale oraz perspektywicznych juniorów. Resztę związki mogłyby przeznaczać na to, na co chcą.
Istotne zmiany są wprowadzane w zasadach na jakich związki otrzymują dotacje. Teraz ich wysokość uzależniona jest przede wszystkim od wyników sportowców w mistrzostwach Europy, świata i igrzyskach olimpijskich.
– Docelowo na wysokość dotacji wpływ oprócz wyników, które oczywiście są bardzo ważne, będzie miał: potencjał związku, czyli ile ma konkurencji olimpijskich, ilu zrzesza zawodników, jaki jest jego zasięg i organizacja, a także tak zwana kapitałochłonność – koszty uprawiania dyscyplin są różne. Dzięki takim rozwiązaniom związek, którego sportowcy w ostatnich latach nie odnoszą sukcesów, a na przykład zwiększył nacisk na szkolenie młodzieży, wydał więcej licencji nie będzie musiał się obawiać dużych cięć – wyjaśnia Półgrabski.
Według ministerstwa, w Polsce wysokość środków przeznaczanych na sport z budżetu państwa jest porównywalna do tych, jakie przekazywane są w Wielkiej Brytanii, czy w Niemczech. Jednak w tych krajach znacznie bardziej sport wspierają inne podmioty.
– Sam przez siedem lat byłem sekretarzem Polskiego Związku Tenisowego i wiem, że nie jest łatwo. Chodziłem za pieniędzmi, składaliśmy oferty i to w czasach kiedy nie było kryzysu. Środki pozyskuje się ciężko, bo nie mamy wytworzonego produktu. To jest główny problem. Czy związek łuczniczy ma produkt? Czy judo, zapasy, boks mają produkt? Dzisiaj sponsoring rządzi się prawami rynku. Jeśli składasz ofertę to musi z niej wynikać, jakie druga strona będzie miała korzyści. To jest oczywiście trochę zamknięte koło. Poziom jest niski, więc sponsor nie przychodzi, a jak nie ma pieniędzy to poziom nie rośnie – opowiada minister.
MSiT wierzy jednak, że sport w Polsce zacznie pozyskiwać pieniądze z nowych źródeł.
„W nowej ustawie o sporcie, która weszła w życie 16 października, jest zapis, który mówi, że samorządy mogą wspierać kluby. Wcześniej nie mogły tego robić. Inną sprawą są sami działacze. Nie we wszystkich związkach pracują specjaliści znający się na zarządzaniu. Dla wielu z nich marketing to wieszanie banerów reklamowych, ale i temu staramy się przeciwdziałać. Ministerstwo prowadzi szereg szkoleń dotyczących budowania strategii dla związków, nowoczesnego zarządzania” – podkreśla Półgrabski.
źródło http://www.sport.pl/