Z turniejów w Rosji i Mongolii wrócili polscy judocy. Damian Szwarnowiecki (-73 kg) nie odniósł sukcesów, ale twierdzi, że ma rezerwy przed Mistrzostwami Świata w Czelabińsku.
– Byłem lekko przemęczony po kilkutygodniowym zgrupowaniu w Japonii. Dobrze się stało jednak, że pojechałem na obydwa turnieje, bo przekonałem się, że ze zdrowiem już wszystko w porządku, dobrze też jest z moją wagą. Problemy miałem tylko z judogami – powiedział Damian Szwarnowiecki (-73 kg).
Były Mistrz Europy Młodzieżowców i Juniorów nie mógł walczyć w swoim sprzęcie ani w Grand Prix w Ułanbator, ani w Grand Slamie w Tiumeniu. Wygrał łącznie 1 z 3 walk.
– Z powodu ciężkiej kontuzji długo nie walczyłem, zmieniły się przepisy, a moje rękawy w judogi są za krótkie o kilka centymetrów. Nie zostały dopuszczone, dlatego musiałem walczyć w rezerwowych z IJF. Maciek Sarnacki śmiał się, że dostałem spadochron. Niestety w tym sprzęcie przegrywałem walkę o uchwyt, a to kluczowa sprawa i połowa sukcesu – dodał.
Damian Szwarnowiecki jest jednak optymistą przed Mistrzostwami Świata, które w ostatnim tygodniu sierpnia odbędą się w Czelabińsku.
– Jeśli chodzi o formę są jeszcze spore rezerwy. Przede mną zgrupowania we włoskiej Parmie, słoweńskiej Izoli i Cetniewie. Z pewnością za miesiąc dyspozycja będzie taka, że będę mógł skutecznie powalczyć w Rosji – przyznał wrocławski judoka, który niebawem zostanie żołnierzem zawodowym.
Podczas lipcowych turniejów zagranicznych Damian Szwarnowiecki przegrał m.in. z Białorusinem Alaksiejem Ramanczykiem, z którym już wygrywał w karierze. – Bez uchwytu trudno o zwycięstwo, ale to już się zmieni. Do tego wiem, że zaprocentuje wcześniej wykonana praca w Polsce i Japonii.
Info.PZJ.