Szkoleniowiec kadry judoczek Robert Radlak przyznał w rozmowie z PAP, że Polki otrzymały w mistrzostwach świata w Tokio srogą lekcję. Jego zdaniem, panaceum na poprawę wyników są częstsze treningi w Azji, ale też zmiana mentalności przez zawodniczki…
– Dostaliśmy porządne lanie, zresztą nie tylko my, prawie cały świat został pokonany przez Azjatki. Jak widać, to co robimy nie wystarcza. My, jako trenerzy, musimy się jeszcze wiele nauczyć, a zawodnicy zmienić mentalność – powiedział PAP Radlak.
W japońskiej stolicy dominowały reprezentantki gospodarzy – triumfowały w sześciu z ośmiu kategorii, a w trzech finał był ich wewnętrzną sprawą.
– Urszula Sadkowska jako jedyna Europejka znalazła się w najlepszej siódemce wagi +78 kg. Ale generalnie polskie judoczki zbyt mało trenują. Jeśli chcą zaistnieć w MŚ czy na olimpiadzie, muszą zdecydować się na katorżniczą pracę – uważa trener.
26-letnia Sadkowska, dwukrotna medalistka indywidualnych ME (srebro-2009, brąz-2010), była rozstawiona w tokijskich zawodach. Po dwóch wygranych w eliminacjach, w ćwierćfinale przegrała z brązową medalistą igrzysk w Pekinie Kubanką Idalys Ortiz. W pojedynku repesażowym zawodniczka Gwardii Opole nie sprostała Liu Huanyuan.
– Chinka prowadziła bardzo twardą, męską walkę. Widać, że sporo sparingów stoczyła z mężczyznami i była surowo traktowana – stwierdził Radlak, który po stworzeniu tzw. mini-teamów w polskim judo był osobistym trenerem Sadkowskiej. To też sprawiło, że z innymi kadrowiczkami miał rzadszy kontakt.
– Taki klubowy system przygotowań się nie sprawdził. Nie można osiągnąć dobrego wyniku w MŚ zamykając się w kraju, bez sparingpartnerek, bez wytężonej pracy. Dziewczyny powinny więcej pracować na zgrupowaniach w Azji. Tam na zajęciach trzeba być obecnym duchowo i fizycznie, nie da się odpoczywać, bo każda partnerka jest bardzo wymagająca i nie odpuszcza.
– Na początku tego roku byliśmy w japońskim Yamanashi. Na początku nasze judoczki miały łzy w oczach, tak było ciężko, ale już po tygodniu stawiały mocny opór i trenowały z Japonkami jak równy z równym. Nigdzie na świecie nie znajdziemy tylu sparingpartnerek na wysokim poziomie – ocenił szkoleniowiec.
Oprócz Sadkowskiej, w MŚ 2010 startowały Małgorzata Bielak (57 kg), Katarzyna Kłys (70 kg) i Daria Pogorzelec (78 kg). Wszystkie odpadły w eliminacjach, a co więcej, Bielak i Pogorzelec nie wygrały żadnego pojedynku.
– Przyzwoicie zaprezentowała się Kłys. Mimo porażki, dobrze zaprezentowała się w konfrontacji z brązową medalistką Japonką Yoriko Kuniharą. Pogorzelec nie potrafiła wykonać swoich technik, natomiast Bielak nie zagroziła Węgierce Hedvig Karakas, przegrywając przez dźwignię (ippon). A rok temu w Rotterdamie Bielak odniosła trzy zwycięstwa i zajęła siódme miejsce – przypomniał trener biało-czerwonych.
Robert Radlak ma receptę na poprawę rezultatów i udane zakończenie kwalifikacji do igrzysk w Londynie (rozpoczęły się z początkiem maja 2010 r.). – Osoby, które poważnie myślą o igrzyskach, muszą się zdecydować, czego tak naprawdę chcą. Chodzi mi o pracę nad sobą, o zredukowanie wagi, a także poprawienie cech motorycznych i, co już podkreślałem, sprawy mentalne – zakończył.