Już gdy miał 19 lat Tomasz Kowalski porównywany był do Pawła Nastuli. Po zdobyciu wicemistrzostwa Europy kariera judoki AZS Opole wyhamowała z powodu kontuzji. Jeśli w debiucie w MŚ osiągnie sukces, nie będzie musiał przynosić kawy i odnosić kluczy.
PAP: Ma pan 22 lata i jest najmłodszy w męskiej kadrze na mistrzostwa świata w Tokio (9-13 września). W innych dyscyplinach, na przykład w futbolu, najmłodsi noszą piłki, zbierają sprzęt sportowy. A jak jest w judo?
Tomasz Kowalski: Oczywiście, zdarzają się takie przypadki, że jako najmłodszy muszę trochę „polatać” – przynieść czy odnieść klucze do sali, pójść po kawę po śniadaniu. To chyba naturalna kolej rzeczy, nie tylko w sporcie. Ale nie jest to jednak aż tak dokuczliwe, zwłaszcza, że na większość zgrupowań czy wyjazdów powoływani są młodsi zawodnicy ode mnie.
PAP: Jest pan debiutantem, ale akurat takim, na którego bardzo wszyscy liczą.
T.K.: Wiem, że oczekiwania wobec mnie, przez pryzmat poprzednich wyników – zarówno w rywalizacji młodzieżowców, jak i seniorów – są dość wysokie. Nie można jednak zapominać, że będzie to pierwszy występ w zawodach tej rangi, po długiej przerwie spowodowanej operacją barku.
PAP: Jaki cel pan sobie wyznaczył?
T.K.: Przede wszystkim zrobić wszystko, co tylko będę mógł, aby zwyciężać w kolejnych walkach. Jeśli przegram, bo przeciwnik był po prostu lepszy, trzeba będzie po powrocie zabrać się do pracy i nadal gonić czołówkę. Jestem świadomy, że tokijski turniej będzie bardzo trudnym wyzwaniem, a moja dyspozycja – chociaż z trenerem staraliśmy się nadrobić czas stracony przez kontuzje – pozostawia jeszcze do życzenia.
PAP: Czy jest pan lepszym zawodnikiem niż półtora roku temu, gdy w stolicy Gruzji zdobywał pan wicemistrzostwo Europy?
T.K.: Ciężko jednoznacznie określić. W trakcie rehabilitacji zmieniły się przepisy walk, dlatego część mojego repertuaru technik poszła w zapomnienie. Wciąż odczuwam ich brak, a z racji krótszej „aklimatyzacji” do nowych zasad jest to jeszcze dotkliwsze. W kwietniu 2009 roku w Tbilisi miałem też dużo szczęścia, a startujących zawodników było mniej. W sparingach czuję jeszcze przewagę swoich przeciwników, ale jednak w trakcie zawodów wszystko zwykle wygląda nieco inaczej. Dlatego poczekajmy do 12 września.
PAP: Bardzo duży wpływ na obecną formę mają urazy, które trapiły pana od turnieju w Gruzji?
T.K.: Niestety, tak. Po prawie rocznej przerwie nie było łatwo wrócić, o czym w ostatnich kilku startach miałem okazję się przekonać. Staraliśmy się odbudować, po cichu licząc, że dyspozycja sprzed operacji wróci szybciej. Tak się jednak nie stało, dlatego niezależnie od wyniku w MŚ, czeka mnie jeszcze sporo pracy.
PAP: W życiu codziennym te kontuzje też mocno dały się we znaki?
T.K.: Obsługa komputera czy notowanie na wykładach studenckich wiązało się z nie lada akrobacjami. Szczęście w nieszczęściu, że to lewa ręka była operowana, dlatego nie było do końca tak źle. Wszędzie mogłem jednak liczyć na pomoc – w domu rodziców, a na uczelni wyrozumiałych wykładowców.
PAP: Japonia dobrze się panu kojarzy?
T.K.: Lubię tu przyjeżdżać, chociaż do pobytu w tym kraju trzeba być przygotowanym zarówno fizycznie, jak i psychicznie. To zupełnie inna kultura. Obydwa turnieje, w których wcześniej tutaj uczestniczyłem, wypadły pomyślnie dla mnie. Z chęcią przyjeżdżam na zgrupowania szkoleniowe do Japonii, najprawdopodobniej już w grudniu ponownie wybierzemy się właśnie do Kraju Kwitnącej Wiśni.
PAP: Kilka lat temu, po wygraniu prestiżowych zawodów Jigoro Kano, zaczęły się porównania do Pawła Nastuli (mistrz olimpijski, dwukrotny mistrz świata, trzykrotny mistrz Europy – PAP). Nie za wcześnie?
T.K.: Na pewno jakaś analogia do naszego mistrza się pojawiła, chociaż oczywiście nie można było tego brać zupełnie na poważnie. Paweł Nastula jest uważany za jednego z najlepszych zawodników w historii światowego judo, dlatego jakiekolwiek porównanie do niego nastolatka raczkującego dopiero w seniorach było raczej optymistycznym życzeniem. Zapewniam, że będę ciężko pracować, aby jednak to porównanie było jak najbliższe prawdzie, na razie pozostawiając Nastulę jako wzór do naśladowania.
Rozmawiał: Radosław Gielo
Źródło: PAP