Paweł Zagrodnik (66 kg) lubi startować w okolicach urodzin (10 września). Cztery lata temu tuż przed swoim świętem zdobył brązowy medal MEJ w Tallinie. W niedzielę, 12 września, dwa dni po urodzinach, judoka Czarnych Bytom wystąpi w mistrzostwach świata w Tokio.

Jest pan w lepszej formie niż kilka miesięcy temu w Wiedniu?

Paweł Zagrodnik: – Moją dyspozycję zweryfikują zawody, mam nadzieję, że forma będzie. Na razie czuje się jakoś nijako. Może wynika to z tego, że nie jestem strasznie „spięty”.

Przed austriackimi mistrzostwami Europy mówił pan o miejscu na podium. To było marzenie na wyrost?

– Oczywiście, że nie. Miałem realne szanse na zdobycie medalu, ale niestety, judo jest bardzo niewymierną dyscypliną sportu. Na wygraną składa się dyspozycja w danym dniu, losowanie, szczęście i wiele innych.

Jak przebiegały ostatnie tygodnie przygotowań?

– Wyglądały trochę inaczej niż przed ME. BPS, czyli bezpośrednie przygotowanie startowe, mieliśmy na zgrupowaniu w Żywcu. Pierwszy tydzień dość mocny, drugi luźniejszy. Teraz jak najmniej wchodzimy na matę, aby już przed samymi zawodami poczuć głód areny naszych walk.

Z jakiego miejsca będzie pan zadowolony?

– Z punktowanego, do siódmego. Nie oszukujmy się, są to MŚ, a w dodatku może – po raz pierwszy w historii – startować po dwóch zawodników z jednego kraju. Konkurencja jest więc naprawdę ogromna. Ale zapewniam, że wykrzeszę z siebie 110 procent możliwości.

Zabrał pan jakąś ulubioną rzecz do Azji?

– Staram się nie być przesądny, nie mam też żadnych talizmanów. Dobrze wróżą moje urodziny – 10 września skończę 23 lata. Może zrobię sobie prezent w postaci dobrego miejsca. W 2006 roku w trakcie mistrzostw Europy juniorów w Tallinie też obchodziłem urodziny i wówczas wywalczyłem swój pierwszy medal w międzynarodowej imprezie – brązowy. Wtedy startowałem dwa dni przed swoim świętem, a teraz będzie to dwa dni po.

Z kim w domu najczęściej rozmawia pan o judo?

– Często nie ma mnie w Radzionkowie, gdzie mieszkam z rodzicami, więc rozmowy ograniczają się do zdawkowych „jak było” i „jak poszło”.

Ojciec, były bokser, częściej chwali czy krytykuje?

– Strasznie przeżywa występy, chyba nawet bardziej ode mnie. Jak wygrywam, to w domu jest euforia i przy tym wielkie pochwały, a jak przegrywam – widać duży smutek, no i zaczyna się krytyka. Ale ojciec jest moim największym fanem, drugiej takiej osoby nie ma.

Kto jest faworytem wagi 66 kg?

– Lista uznanych judoków jest bardzo długa, można by wymienić około dziesięciu zagranicznych rywali. A, zapomniałem, że są też dwaj Polacy – Tomasz Kowalski i ja.

Rozmawiał Radosław Gielo

źródło informacji: PAP