A.Sadowski na macie„Czy oglądała mnie pani w telewizji”- zapytał Andrzej Sadowski z Bytomia- uczeń Gimnazjum Zespołu Dziennych Ośrodków Rewalidacyjno Edukacyjno Wychowawczych i Rehabilitacyjnych w Radzionkowie, gdzie od października prowadzę katechizację. Niestety nie widziałam programu emitowanego przez telewizję. Szkoda, że wówczas nie znałam jeszcze Andrzeja…

W trakcie tej przerwy można poprawić kimono. Następnie odbywają się ćwiczenia, rzuty w parach. Później znów jest zbiórka. W postawie „rey” sprawdzam obecność.” Andrzej z dumą wspomina swój pokaz z Marcinem Koniecznym i Jackiem Bryszem. Taki pokaz odbył się kiedyś w Ośrodku, w którym uczy się Andrzej. Do dzisiaj wszyscy wspominają to niecodzienne widowisko i są pełni podziwu dla chłopca, dla którego jego niepełnosprawność nie stanowi żadnej bariery. „Dobrze się czuję i bardzo potrzebny dla innych, gdy jestem na macie. Intensywnie ćwiczę w klubie Czarni Bytom we wtorki i czwartki. Tam jestem wolny.” Andrzej nie może doczekać się tych dni. To jego dni. To jego życie. Zapytałam Andrzeja, kto jest jego autorytetem. Odpowiedział: „Trener Zenek-mój szef i szef wszystkich trenerów oraz mój tato-judoka i trener. Jest dobrym sportowcem, podziwiam go. Tato pomaga mi. Gdy już jestem na macie radzę sobie sam. Mam tylko kłopot z przebieraniem się. To jednak nie stanowi największego problemu dla mnie. Lubię trenerów, którzy mnie szkolą i podziwiam ich.”

Andrzej, który zawsze z radością uczestniczy w katechezie, powiedział po chwili zamyślenia: „Podziękowałbym Bogu za to, że mnie wspomaga i za to, że obdarzył mnie pasją i talentem sportowym i…nadzieją, że kiedyś będę pracować jako trener kontrolny. Stale mnie pociąga ten sport. Nie chcę przestać, ale piąć się dalej”- mówi z zapałem chłopiec. Ta nieustanna nadzieja wyznacza Andrzejowi kolejne marzenia, które na pewno zaprowadzą go kiedyś na wyższe szczeble ulubionego sportu. Andrzej nieustannie wspomina swoich najbliższych, bo wie, że ich obecność i wspomaganie pomagają mu osiągnąć wyznaczony cel. „Należy się z mej strony podziękowanie dla wszystkich, którzy ze mną trenują a także dla moich kochanych rodziców.” Bez ich zaangażowania i miłości do Andrzeja nie byłoby tych słów, które z radością wypowiedział chłopiec. Andrzej z niecierpliwością czeka na niebieski pas 2 kyu. To będzie jego kolejny sukces. Ma już zielony 3 kyu (honorowo) i czarny „obi.”

Rozmowa z Andrzejem trwała dosyć długo. Zapytałam, czy może jest już zmęczony moimi pytaniami. Andrzej uśmiechnął się i …zaprzeczył. Dla niego rozmowa o judo mogłaby trwać w nieskończoność. Nie czuł się zmęczony. Wracał do tego, co już powiedział, abym tylko niczego nie przeoczyła. To perfekcjonista. To była bardzo interesująca rozmowa. Czułam, że chłopiec był myślami na macie i miał przed oczami wszystkich jego bliskich. Twarz promieniała z radości. Chłopiec ucieszył się również, gdy mu powiedziałam, że przyniosę mu niedługo artykuł na podstawie jego wywiadu.

A.Sadowski fotoNiedawno tata Andrzeja, pan Piotr Sadowski był na obozie szkoleniowym w Japonii. Syn nie umiał doczekać się jego przyjazdu. Na katechezie pokazał mi bardzo oryginalny zegarek. „To tato przywiózł mi go z Japonii”- powiedział z radością. „ Niech pani o tym napisze”- przypomniał w trakcie rozmowy ze mną. Pomyślałam, że od tego dnia japoński zegarek Andrzeja wyznacza mu czas, w którym będą się realizować kolejne jego marzenia, wzrastać będzie miłość do jego ulubionego judo, będzie kształtować się jego charakter, osobowość, poczucie odpowiedzialności, zdolność do poświęceń, szacunek dla każdego, począwszy od Boga, rodziców, szefów i kolegów z klubu oraz bardzo życzliwych i oddanych: dyrekcji, nauczycieli, opiekunów, terapeutów i pozostałych pracowników ZDOREWiR-u. Będzie mu też przypominać godzinę treningu.

Jan Paweł II, który od dziecinnych lat umiłował sport powiedział kiedyś: „Sport to najlepsza droga do pokonania granic.” Andrzej, chociaż nigdy bezpośrednio nie usłyszał tych słów wielkiego papieża, pokonał swoją granicę poprzez sport – sztukę walki judo, gdzie sprawny umysł wygrywa z częściową niesprawnością fizyczną. I chociaż nie ma w tym przypadku równowagi, Andrzej radzi sobie znakomicie. Owocem podjętego trudu jest radość, która promieniuje z niego, udziela się innym i… daje najpiękniejszą lekcję o życiu. Dwa razy w tygodniu, udając się na katechizację, z nieukrywaną radością sama uczestniczę w tej lekcji.

Dziękuję Andrzeju za ciekawy wywiad, za wspaniały przykład dla innych i życzę wytrwałości na obranej drodze. Jesteś wielki! Niech Bóg cię prowadzi!
Uśmiechnięty, ciemnowłosy osiemnastolatek porusza się na wózku inwalidzkim. Nigdy na nic nie narzeka. Porażenie i niepełnosprawność nie stanowią jednak najmniejszej przeszkody, by funkcjonować w szkole, ale i …na macie. Andrzej od piętnastu lat jest zaangażowany w judo. To zasługa jego rodziców głównie zaś ojca Piotra –znanego judoki i trenera młodzieży w znanym klubie Czarni Bytom. Postanowiłam porozmawiać z Andrzejem o jego pasji. Na słowo „judo” twarz chłopca rozpromienia się. Uśmiecha się i jest skłonny do rozmowy i wspomnień. Cieszy się całym sobą. To jego pasja i jego życie. „To tato wprowadził mnie do klubu, bo był wtedy czynnym sportowcem a potem trenerem. Rodzice kupili mi kimono i pas „obi”. Zacząłem ćwiczyć”…

Judo jest japońską sztuką walki. Walcząc zmusza się przeciwnika do uległości poprzez ból. Należy w tej walce pokonać ból własnego ciała. W tej sztuce walki ciało i umysł muszą współdziałać ze sobą. To trudny sport tym bardziej dla niepełnosprawnego i dotkniętego paraliżem młodzieńca. Dla Andrzeja jednak jego choroba nie stanowi przeszkody. „Dziś prowadzę grupę judoków (35 osób) razem z trenerem Gienkiem Misztalem. Jestem jego pomocnikiem.” Zapytałam, co należy do jego obowiązków. Odpowiedział: „Robię zbiórkę, potem rozgrzewkę. Wydaję polecenie „hajime” i ukłon na rozpoczęcie walki. Później wydaję polecenie „mate”, co oznacza „przerwanie walki.”

Maria Kielar-Czapla
Opublikowano za zgodą autora.

Zobacz także: Kiedy pełzam – jestem wolny