3. Iikubo Tsunetoshi

Mistrz Iso Masatomo zmarł w 1881 roku. Jigoro studiował pozostawione przez niego rękopisy. Ponadto odwiedzał mistrzów ju-jutsu, chcąc pogłębić swoją wiedza. Wykupywał z księgarni rękopisy dotyczące ju-jutsu, aby studiować metody różnych szkół. Mniej więcej w tym czasie poznał mistrza Tsunetoshi Ikubo ze szkoły Kito-ryu, zwanego Kuwakichi. Tsunetoshi to imię, którego używał jako mistrz szkoły Kito-ryu. Miał wówczas terdzieści osiem lat i był jeszcze całkiem silny. Urodzony w Edo (dawna nazwa Tokio), pochodził ze średniej klasy samurajów. Doskonały następca Motonosuke Takenaka, który założył szkołę Kio-ryu Takenaka-ha, posiadał dojo w Azabu (modnej dzielnicy Tokio) i był bardzo znany jako oficjalny mistrz ju-jutsu pod koniec okresu szogunatu Tokugawy. Upadek szogunatu zakłócił spokojne życie Iikubo. Lojalny wobec ostatniego szoguna który wyjechał do jednej ze spokojniejszych prowincji, przeniósł się także do Shizuoka. Jednakże ze względu na trudności z utrzymaniem rodziny, powrócił do stolicy i podjął pracę jako urzędnik w Ministerstwie Kolei i Poczty.

Mimo swej nie najlepszej pozycji społecznej (w porównaniu z okresem za czasów szogunatu) Iikubo zachowywał się jak samuraj i znosił kłopoty finansowe z obojętnością. Miał pociągłą twarz, oczy jak szparki i ponad 180 cm wzrostu. Zawsze po pracy zaglądał do świątyni Eishoji, aby poćwiczyć ju-jutsu.
Był bardzo dobry w tachi-waza; rzuty harai-goshi i rzuty z grupy yoko-sutemi wykonywał doskonale. W randori zwracał uwagę na doskonałość techniczną i na elegancję wykonania.
 
Iikubo zmarł w dwudziestym pierwszym roku epoki Meiji (1888 r.) Pozostawił poważną spuściznę, jeśli  chodzi o technikę. Był skromny i nigdy nie uważał siebie za wielkiego mistrza. Kano traktował jak swego przyjaciela. Miał nadzieję, że Kano będzie jego następcą jako mistrz szkoły Kito-ryu. Między innymi z powodu pewnego sentymentu żywionego wobec Iikubo Kano umieścił jedno z kata szkoły Kito-ryu w systemie judo Kodokan, a mianowicie kata zwane Koshiki-no-Kata.
– Szanowny panie Kano, jest pan profesorem Uniwersytetu Gakushuin, nieprawdaż? Pańskim obowiązkiem jest poświęcić się wychowaniu uczniów. Proszę więc to przemyśleć i dokonać wyboru między pańskim ju-jutsu a prawidłowym wypełnianiem obowiązków profesora. – Powiedziawszy to mnich, który był zwykle bardzo łagodny, pozostawił Kano zdumionego tą szorstką wypowiedzią.
– To przykrość, prawda Tsunejiro?
– Tak mistrzu, ogromna.
 
Mimo wszystko Kano nie przejął się i popatrzył na „swoje" dojo z troska. Kiedy Kano mieszkał w świątyni Eishoji, pracował jako profesor na Wydziale Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Gakushuin. W sierpniu tego samego roku został mianowany profesorem czwartej klasy z pensją osiemdziesięciu jenów miesięcznie. Suma ta była znaczna jak na tamte czasy; na przykład wzrost cen ryzu o 10 senów za sho spowodował zamieszki. Jednak Kano utrzymywał nie tylko siebie, musiał troszczyć się o swego służącego Tsunejiro. Ponadto zagraniczne książki, które kupował, były bardzo drogie. Zgodnie ze zwyczajem musiał też dawać upominki starszym mistrzom różnych szkół ju-jutsu, gdy ich odwiedzał.
Jako profesor powinien również dbać o schludny ubiór. Wydatki związane z dalszymi studiami nad ju-jutsu także były znaczne.
– Czy powinniśmy zbudować dojo?
– Ależ mistrzu, czy ma pan dość pieniędzy?
– Nie, zarabiam tylko osiemdziesiąt jenów.
– Przy wejściu jest kawałek nie używanego terenu, możemy tam zbudować dojo, z tego co znajdziemy.
 
Aby zarobić trochę dodatkowych pieniędzy, Kano zabrał się za tłumaczenie z angielskiego na japoński „Traktatu o etyce". Czasem pracował nad tłumaczeniem całą noc, bez odpoczynku. Robił to na zlecenie Ministerstwa Edukacji. Płaoono mu jednego jena za stronę, Dzięki tym tłumaczeniom udało mu się zbudować dojo o powierzchni dwunastu tatami. (Wymiary tatami: 188 x 94 x 6 cm).
 
Kiedy dojo zostało ukończone, przyjaciele Kano: Kumazo Tsuboi, Kojiro Tatsumi i Chiyomatsu Ishikawa przychodzili tam od czasu do czasu aby poćwiczyć i coraz bardziej uświadamiali sobie, że Kano ćwiczeniu ju-jutsu traktuje poważnie, a nie jako hobby.
 
Część świątyni Eishoji przeznaczono na prywatne kursy. Uczono się tam angielskiego i ekonomii politycznej pod kierunkiem Kano. Pewna stara kobieta przyrządzała im posiłki. Po zajęciach uczniowie Kano czasami zaglądali do dojo. Podziwiali Kano jako pedagoga ale też stawiali sobie za punkt honoru nauczyć się ju-jutsu. Z czasem wielu z nich stało się znanymi nauczycielami judo. Chłopcy pochodzący z inteligenckiej warstwy zaczęli podziwiać i rozumieć filozof judo. Dzięki tym, którzy ćwiczyli je
będąc w Gakushuin, judo stawało się w Japonii coraz bardziej popularne.
Hrabiowie Setko Higuchi i Noribumi Arima wspominali po latach, iż początkowo ukrywali przed rodzinami swoje ćwiczenia ju-jutsu. Faktycznie jo-jutsu powszechnie uważano za sztukę okrutną i niebezpieczną, służącą d0 tego, aby kogoś udusić albo połamać mu kończyny.
 
Trzeba przyznać, że ten pogląd niewiele odbiegał od prawdy i utrudniało to Kano rekrutację adeptów do ćwiczeń. Lecz stopniowo ludzie przekonywali się do tej sztuki i rozpoczynali ćwiczenia. Mniej więcej w czasie, gdy Kano ukończył swóje Maleńkie dojo (dwanaście tatami), jednym z jego uczniów został młodzieniec nazywający się Shiro Saigo.
 
Kano mile widział ludzi, którzy po cichu, bez zgody rodziców, ćwiczyli ju-jutsu. Ćwiczenia były bezpłatne. Co więcej, latem Kano zapewniał chłodzące napoje oraz lekki posiłek w postaci kul z gotowanego ryżu, zawiniętych w liście lilii.
 
Około 1885 roku Seiko Higuchi podczas ćwiczeń złamał sobie rękę. Lekarz uznał ten wypadek za obrażenia trzeciego stopnia. Do tej grupy należały też choroby weneryczne. Ludzie wstydzili się tego i nie chcieli o swych chorobach rozmawiać. Zaliczenie urazu nabytego na treningu judo do trzeciej grupy, świadczy o tym, jak traktowano wtedy ju-jutsu.
 
Ubrania, w których ćwiczono ju-jutsu, nazywały się keikogi i wypożyczano je na każdy trening. Ich praniem zajmował się Tsunejiro Tomita, który bardzo nie lubił tego obowiązku. Gdy Shiro Saigo został uczniem zaczął pomagać Tomicie w tej pracy.

Posted Under
Bez kategorii

Dodaj komentarz