Historia zaczyna od komentarza na Facebooku (prawdopodobnie fikcyjnego konta) Przemka Stadnickiego pod artykułem o zarażeniach w polskiej kadrze.

Potem przez nasze środowisko przetoczyła się fala komentarzy i przekazywanych sobie informacji na temat tego, jak ignorowano zachorowania. Jednym z wymienianych jest Juliusz Kowalczyk.

Na ten temat wypowiedział się również Paweł Nastula.

Dzisiaj otrzymałem oświadczenia Pana Juliusza Kowalczyka, Prezesa Polonii Rybnik oraz Wiceprezesa Polskiego Związku Judo, które można przeczytać zarówno w formacie PDF jak i w grafice poniżej oraz wpisu Pawła Nastuli poniżej.

Treść zamieszczam na prośbę obu Panów.

Oświadczenie Juliusza Kowalczyka

Wpis Pawła Nastuli na Facebooku:

Ostatnio na profilu Polskiego Związku Judo ukazał się Komentarz Przemka Stadnickiego do artykułu #onet na temat zakażeń w w COS Zakopane (szybko usunięty, ale skopiowany przedstawiam poniżej), który potwornie obnaża niekompetencje trenera kadry narodowej oraz pozostałych trenerów i p. Zawadki, a także lekceważenie przez nich stanu pandemii i wszelkich zasad z nim związanych. W dodatku wiedząc o swoim kontakcie z chorym J.Kowalczykiem jeszcze przed obozem, zamiast iść na kwarantannę i odwołać obóz to kazali przyjechać niektórym zawodnikom nawet na ostatnie 3-5 dni obozu, tym samym pozbawiając ich szansy startu w Budapeszcie! Co więcej zaproszono również Słowaków i Czechów, w tym Mistrza Olimpijskiego Lukasa Krpalka. Oni również zostali zakażeni, ale co z tego, w świat poszło, że Mistrz Olimpijski trenuje z polską kadrą! Wychodzi tu nieznajomość regulaminu zawodów na Węgrzech. Dopiero po pierwszych testach zawodników przed wylotem, a w oczekiwaniu na kolejne, doczytano się, że nawet Ci którzy mają testy negatywne, a przebywali z osobami chorymi (zgrupowanie) nie mogą uczestniczyć w zawodach. Tak poszkodowanych było kilkoro zawodników. Kolejna sytuacja, która świadczy o wielkich niekompetencjach PZJudo to organizacja Pucharu Europy Kadetów w Szczyrku. Pozornie wszystko wyglądało Ok, łącznie z testami zawodników i trenerów. Po zawodach okazało się, że obsługa i sędziowie, także ci, którzy sprawdzali zawodnikom judogi, tych testów nie posiadali. Efekt: część sędziów jest zakażonych…. Poczułem się zobowiązany, aby sprawę upublicznić, gdyż nie da się milczeć, gdy ktoś świadomie naraża zdrowie, a może nawet życie zawodników i jeszcze każe milczeć na ten temat. Przemek Stadnicki opisał sytuację używając fake’owego konta, pewnie miał ku temu powody. Natomiast ja podpisuję się swoim nazwiskiemPrzemek StadnickiA to nie było tak?A może prawda jest zgoła inna niż w oświadczeniu PZJudo?! tylko trener i koledzy z Zarządu boją się napisać prawdę.Mistrzostwa Polski Seniorów odbyły się w weekend 3-4 października. Na tych zawodach wiceprezes Juliusz Kowalczyk był już bardzo chory, wyglądał źle oraz miał m.in. kaszel i katar. Nie przeszkadzało mu to w uczestniczeniu w dekoracjach medalistów na podium przez oba dni zawodów. Innym członkom zarządu i prezesowi Zawadce również brak maseczki podczas dekoracji nie przeszkadzał.Zaraz po zawodach kilka osób otrzymało dodatni wynik testu na obecność Covid-19, w tym m.in. Julia Kowalczyk oraz Juliusz Kowalczyk, który w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala.Zarząd oraz trener Mirosław Błachnio oraz Jarosław Wołowicz, którzy przesiedzieli bardzo blisko Juliusza Kowalczyka całe dwa dni (a pewnie i wieczorne długie narady) i mieli pełną świadomość, że powinni trafić na kwarantannę, zamiast to uczynić w najlepsze prowadzili dalej obóz kadry.Dodatkowo będąc już na obozie Jarosław Wołowicz również wykazywał objawy choroby, ale pomimo świadomości ryzyka zarażenia całej kadry pozostał na obozie i wykonywał swoje obowiązki w bezpośrednim kontakcie z zawodnikami.Idąc dalej. Po kilku dniach pierwsi zawodnicy wykazywali objawy infekcji. Nieprawdą jest informacja podana w oświadczeniu Prezesa Zawadki jakoby zawodnicy od niedzieli zostali odizolowani od reszty zgrupowania, gdyż np. bez problemu chodzili oni na posiłki.Nieprawdą jest również fakt, że dopiero po powrocie okazało się, że zawodnicy poinformowali o stracie węchu i smaku, bo była to informacja powszechnie znana wszystkim zawodnikom i zawodniczkom na obozie, no chyba, że wieczorne wyjścia kadry były ważniejsze od orientowanie się co się dzieje na obozie.W kwestii zawodniczki, która straciła węch i smak. Trener zawodniczki otrzymał telefon, żeby przyjechać po nią na obóz swoim samochodem. Kiedy odmówił, zawodniczka dostała informację, żeby wróciła pociągiem. Dopiero po interwencji trenera owej zawodniczki, PZJudo ostatecznie, nie mając innego wyjścia, zdecydowało się wysłać zawodniczkę do domu transportem medycznym.Nieprawdą jest również fakt podany w oświadczeniu PZJudo, że podczas całego zgrupowania sztab medyczny i kadra szkoleniowa nadzorowała przestrzeganie środków ostrożności i procedur bezpieczeństwa obowiązujących w COS. Procedury były ignorowane i łamane z pełną świadomością na każdym kroku, o czym mogą poświadczyć sami uczestnicy zgrupowania.Również trener Mirosław Błachnio wielokrotnie wręcz wyśmiewał i samą chorobę, sytuację pandemiczną jak i procedury, bo jak sam mówił z uśmiechem na twarzy „prawdziwy wojownik na covid nie choruje”. Szkoda, że swoich żartów nie opowiadał Juliuszowi Kowalczykowi w szpitalu.W środę 14.10 obóz został rozwiązany i uczestnicy mogli opuścić zgrupowanie, ale w odróżnieniu od tego co możemy przeczytać w oświadczeniu zawodnicy i zawodniczki mieli pozostawić wszelkie informacje dotyczące zachorowań na obozie tylko dla siebie i nie przekazywać ich dalej nikomu.Nikt nie zadbał też o przetestowanie osób biorących udział w obozie, testy zostały zaplanowane wyłącznie dla osób szykujących się do startu w GS Budapesztu.Nikt też nie przejmował się tym, że uczestnicy wracają często do domów, w których mieszkają ze swoimi rodzicami, a nawet dziadkami i babciami. Każdy miał radzić sobie sam.Egoistyczna i nieodpowiedzialna postawa Błachnio i Wołowicza spowodowała, że kadra zamiast wystartować w kwalifikacji olimpijskiej została w domu. Nie wspominając już o ponad 150 000 zł, które związek wydał na ten wyjazd i ostatecznie wysłał garstkę zawodników, w tym kilkoro dosłownie na siłę.Dodatkowo gdzie byli dwaj lekarze, którzy są opłacani przez PZJudo?Dlaczego diagnozy zawodników walczących o Igrzyska stawiał fizjoterapeuta?Dlaczego fizjoterapeuta podawał zawodnikom lekarstwa, co wybiega po za jego uprawnienia medyczne?Wszystkie powyższe informacje proszę zweryfikować.W weryfikowaniu powyższej treści proponuję nie pytać i słuchać zarządu, trenerów kadr czy pracowników, którzy boją się o własne posady i odpowiedzialności karnej, a zapytać samych zawodników biorących udział w zgrupowaniu.